Nastały czasy, gdzie z każdego
zakątka internetu spoglądają na nas wszelakiej maści i uzębienia blogi i można
niemalże poczuć, że kto nie bloguje, ten nie żyje. Ja żyć chcę,
zatem idę z duchem czasu i zaczynam przelewać swoje drobne sukcesy,
porażki oraz całą masę otaczających mnie rzeczy na papier. Tfu...
na klawiaturę.
A tak szczerze, to pomysł ten zrodził mi się pewnego
dnia, gdy po raz kolejny usiłowałam sobie przypomnieć coś, co ugotowałam jakiś czas wcześniej i co wspólnie z moim gadem, zwanym czasami pieszczotliwie Pytonem oceniliśmy jako "do powtórki". Uwielbiam gotować, chyba
jeszcze o tym nie wspominałam. Kilka lat temu mianowałam siebie osobiście garkotłukiem i dzielnie wywiązuję się z zadań, które
się wiążą z tym jakże nobliwym tytułem. Zatem szukam przepisów,
inspiracji, pomysłów itd., a potem szaleję w kuchni i wyżywam się
na wszelakiej maści produktach i przyprawach, które wielbię pasjami. Ale o tym będę wspominać w miarę rozwoju blogowej akcji, o ile się rozwinie i nie zdechnie śmiercią naturalną, okraszoną mym lenistwem i słomianym zapałem. Za każdym razem, kiedy odnosiłam swój mały, kulinarny sukces, solennie obiecywałam sobie, że spiszę dla potomności przepis, co, jak i z czym zrobiłam. Żeby nie było - nie mam złudzeń, że progenitura moja będzie chciała się spełniać w kuchni, ale skoro coś wyszło smaczne, to niech i ślad po tym jakiś zostanie. A jak to się kończyło? Możecie się domyśleć :) Człowiek - istota niedoskonała - bywa również istotą leniwą, łatwo zapominającą co sobie obiecała. Ja również nie odbiegam daleko od tej marności. Liczę na to, że pomysł bloga, jako mojej kulinarnej książki
okaże się dla mnie zbawienny. Skoro coś spiszę i udokumentuję
optycznie, to przecież nie zapomnę, gdzie to mam :) Aż takiej
sklerozy, to nawet ja jeszcze nie mam.
Zatem pierwszy krok już poczyniłam,
zakładając to konto. Kolejnym będzie mój ekshibicjonizm w
naturalnej postaci, bo nie tylko o garach zamierzam się produkować. Wokół jest zbyt wiele ciekawych rzeczy, których w codziennym pędzie często i gęsto nie zauważamy. Ja chcę to zmienić. Chcę siebie zmienić i od jutra, nie, nie od jutra, od dziś zacznę zauważać. Howgh!
Edit 01.02.20014:
Po kilku dniach od utworzenia bloga moja głowa zaczyna domagać się muzyki, więcej muzyki i jeszcze więcej muzyki... Jako że muzyka jest moją drugą pasją, a właściwie tą najpierwszą, to postanowiłam połączyć ją z gotowaniem i od czasu do czasu, w miarę wolnego czasu dodać tu i ówdzie jakąś wzmiankę. Jestem Mamba, Czarna Mamba z iście czarnym charakterem. Muzyka w mojej duszy też gra czarna, lecz nie mylcie jej z soul'em. Jest czarna bardziej w sensie mroczności. Pewnie większości nie przypadnie do gustu, ale możecie jej po prostu nie włączać. Muzę wyszukuję wszędzie, gdzie się tylko da. Słucham jej analogicznie, kiedy tylko mam taką możliwość, łącznie z łazienka, gdzie ukochany Pyton zainstalował mi całkiem sensowną wieżę CD. Obiecuję, że nie zawsze to będzie dark wave, czy gothick rock, ale muzyka musi mieć w sobie to coś, co mnie bezsprzecznie porwie...
Edit 01.02.20014:
Po kilku dniach od utworzenia bloga moja głowa zaczyna domagać się muzyki, więcej muzyki i jeszcze więcej muzyki... Jako że muzyka jest moją drugą pasją, a właściwie tą najpierwszą, to postanowiłam połączyć ją z gotowaniem i od czasu do czasu, w miarę wolnego czasu dodać tu i ówdzie jakąś wzmiankę. Jestem Mamba, Czarna Mamba z iście czarnym charakterem. Muzyka w mojej duszy też gra czarna, lecz nie mylcie jej z soul'em. Jest czarna bardziej w sensie mroczności. Pewnie większości nie przypadnie do gustu, ale możecie jej po prostu nie włączać. Muzę wyszukuję wszędzie, gdzie się tylko da. Słucham jej analogicznie, kiedy tylko mam taką możliwość, łącznie z łazienka, gdzie ukochany Pyton zainstalował mi całkiem sensowną wieżę CD. Obiecuję, że nie zawsze to będzie dark wave, czy gothick rock, ale muzyka musi mieć w sobie to coś, co mnie bezsprzecznie porwie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz