Przepis bardzo prosty, nie wymagający
większych zdolności kulinarnych i co najważniejsze – ekspresowy.
Taki właśnie jest mi dzisiaj do szczęścia potrzebny. Jako że
oczekując na pewną ważną wiadomość, zatraciłam poczucie czasu,
to pewna ulubiona rzecz małża w popularnej dzisiaj nazwie
„lunch box” nadal świeci pustkami, zamiast być wypełniona aromatycznym i zdrowym (rzecz jasna) obiadem. Nie pozostaje mi zatem
nic innego, jak nadrobić stracony czas i przy minimum energii oraz
maximum wydajności wyprodukować coś, co zasyci, będzie smaczne,
zdrowe i nie pochłonie reszty wieczoru, jaki mi jeszcze pozostał.
Nie pretenduję do roli perfekcyjnej
pani domu ani perfekcyjnej żony, ale skoro Pyton zarabia sam
(jeszcze) na ten cały cyrk i moje kulinarne fanaberie, to porządna
miska z ciepłą strawą należy mu się, jak psu buda, żeby o misce
znowu nie wspominać. Wybór padł na makaron z tuńczykiem i
pomidorami, które to grają główne skrzypce. Cała reszta była
tym, co mi w duszy zagrało i w lodówce na widoku stało. Staram się
gotować zdrowo, więc przykładam dużą uwagę do doboru produktów.
Postaram się w miarę wolnego czasu wtrącać odrobinę informacji
na temat dietetyki, a właściwie produktów, które spożywamy bądź
powinniśmy spożywać. To takie moje małe zboczenie ostatnimi czasy, ale ja
lubię być zboczona :) Zatem makaron praktycznie zawsze wybieram
albo z pszenicy durum, albo ten zdrowszy – pełnoziarnisty. Ten
„durumowy” jest zdrowszy od zwykłego z maki pszennej, ponieważ
jest robiony z semoliny, którą uzyskuje się z twardej pszenicy i
wykorzystuje również zbożowe kłosy. Ma on więcej wartości
odżywczych niż ten ze zwykłej pszenicy, bo zawiera więcej
witamin, błonnika i składników mineralnych. Wydawałoby się
super, ale ten pełnoziarnisty mimo wszystko bije go na łeb. Zapewne
słyszeliście już albo czytaliście, że najbardziej zdrowe są te
produkty, które są najmniej przetworzone. A mąkę pełnoziarnistą
uzyskujemy z wysokiego przemiału, co pozwala zachować jak najwięcej
cennych minerałów i witamin. Pyton jest obrzydliwie wybredny.
Mówi, że to moja wina (WTF?) Swojego czasu widok pełnoziarnistego
makaronu powodował bunt przeciwko potrawie. Spróbował raz, potem
drugi i... hmmm....smakuje tak samo, tylko mniej wyględny jest.
Zatem domowe posiłki można urozmaicić tym ciemnym, a na insze
okazje podawać ten z pszenicy durum. To chyba tyle z „mądrości”,
więc do dzieła:
Składniki:
- ok. 200-250 g makaronu ugotowanego al dente – u mnie dzisiaj farfalle, ale może to być makaron fusilli, tagliatelle, penne bądź jakikolwiek Wasz ulubiony
- średnia cebula drobno posiekana, najlepiej ze 2 szalotki, ale ja użyłam zwykłej
- 3 ząbki czosnku
- puszka tuńczyka w kawałkach (sałatkowy się nie nadaje), najlepiej w oleju
- puszka pokrojonych pomidorów - latem polecam świeże, ale zimowe są na ogół bez smaku
- sól do smaku
- świeżo zmielony pieprz do smaku
- zioła wg upodobań, dzisiaj użyłam mieszanki tymianku z oregano oraz słodkiej papryki
- sok z połowy limonki, zwykła cytryna tez da radę
- ok. 1/3 łyżeczki cukru trzcinowego do smaku, można zastąpić białym, ale jest mniej zdrowy
- dodatkowo dzisiaj dodałam paczkę świeżego szpinaku Baby
- 1 średnia cukinia pokrojona na wstążki – najlepiej zwykłym obierakiem do warzyw
Opcjonalnie sos można wzbogacić
śmietaną. Wiadomo, że kremówka najlepiej to czyni, ale ja staram
się odchudzić kuchnię, więc dodaję spory chlust pewnie około
100-150 ml śmietanki UHT 10%.
Przygotowanie:
Rozgrzewam patelnię i wlewam olej, który pozostał po tuńczyku plus chlust oliwy. Tuńczyka staram się
kupować dobrej jakości. Wtedy i mięso jest w większych kawałkach a nie w formie brei i olej, którego użył producent będzie lepszej jakości. Można też użyć tuńczyka w sosie
własnym, wtedy potrawę smażymy na większej ilości oliwy (najlepiej). Moim hitem jest olej
rzepakowy z pierwszego tłoczenia, tłoczony na zimno, czyli mniej
więcej polska wersja oliwy Extra Vergine. Na patelni podsmażam cebulę. Jak
się zeszkli dodaję czosnek – posiekany drobno, starty na tarce
bądź przeciśnięty przez praskę. Gdy aromaty już się uwolnią i
połączą – o mmmmamo, to jedno z moich
najprzyjemniejszych doznań okołonosowych – wrzucam szpinak. Szpinak Baby jest drobny, więc dodaję go w całości. Gdy mam większe okazy to kroję je na długość około 5 cm. Po
chwili dokładam listki cukinii. Mieszam, chwilkę karmelizuję
jeszcze i dorzucam pomidory oraz zioła. Gdy cukinia będzie al
dente, można dołożyć tuńczyka oraz zacząć doprawianie. Czas
smażenia zależy od indywidualnych preferencji w kwestii jędrności
warzyw. Zatem każdy powinien go dostosować do swoich upodobań.
Może to być 10, 15 a nawet 25 minut. Ja osobiście wraz z osobistym
gadem skłaniamy się ku dłuższej obróbce termicznej. I to już cała tajemnica potrawy, która jest tak smaczna, że po konsumpcji zawsze czuję niedosyt.
Małż na jutro zagospodarowany i
głodem nie przymrze. Tak to ja lubię. I to bardzo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz